JUBILEUSZ PANA PŁK. MARIANA ZACHA

Z okazji Jubileuszu Pana płk. Mariana Zacha – HONOROWEGO HUBALCZYKA, delegacja kadetów Liceum Kadetów Rzeczypospolitej Polskiej: kpr. kadet Alicja Zielińska, kpr. kadet Konrad Przywała i st. szer. kadet Patryk Lewandowski gościła w domu Jubilata z życzeniami, kwiatami i listem gratulacyjnym.

Pan Płk Marian Zach jest zawodowym żołnierzem w stanie spoczynku, Honorowym Hubalczykiem oraz Kustoszem Tradycji i Chwały Oręża Polskiego, poświętnianin i z urodzenia, i z wyboru. Wybuch wojny zastał go wraz z rodziną w Tomaszowie Mazowieckiego, gdzie ojciec dostał posadę woźnego w szkole publicznej na nieistniejącym już w osiedlu Kaczka. Na wieść o wybuchu wojny matka spakowała cały dobytek na wynajętą furmankę i przyjechali do Poświętnego. Marian Zach miał wówczas11lat. Dla chłopaków w jego wieku wojna jest tylko wielką przygodą, oczywiście o ile jej tragiczne wydarzenia nie dotkną najbliższych. Pierwsze wspomnienia z tego tragicznego okresu związane są bardziej z zabawą w wojnę niż z tragedią narodu. W poświęcieński lasach znalazł hełm polskiego piechura, na chłopaka zdecydowanie za duży, opadający na oczy i zasłaniający praktycznie pól twarzy, ale doskonały do biegania w nim wraz z rówieśnikami. W czasie takich zabaw, w listopadzie 1939 roku w Poświętnem, praktycznie w centrum wioski natknęli się na polskich kawalerzystów. Koledzy się rozpierzchli, on został sam, hełm jak zwykle zakrywał nie tylko całą twarz, ale i widok na to co się dzieje dookoła. Jeden z jeźdźców pochylił się z konia i poprawił tę stalową czapkę. To pierwsze spotkanie z Hubalem zapamiętał dobrze.

W swoim rodzinnym domu w Poświętnym utworzył prywatne muzeum w którym zgromadził kilkaset eksponatów militarnych. W zbiorach znajduje się szabla i ostrogi stanowiące dla Pana Mariana największą wartość, ponieważ są pamiątką po kuzynie walczącym w oddziale Hubala, który zginął w Warszawie jako żołnierz Armii Krajowej. Oprócz pasji historycznych Marian Zach zajmuje się malarstwem i poezją. Jest również współzałożycielem i wiceprezesem Stowarzyszenia Ułanów im. Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego Majora Hubala . Stowarzyszenie to razem z Powiatem Opoczyńskim i 25 Brygadą Kawalerii Powietrznej z Tomaszowa Mazowieckiego organizują corocznie w sposób uroczysty rocznice śmieci Hubala. Obchody te organizowane są z coraz większym rozmachem. Na ścianach Sali wystaw Muzeum Regionalnego można było podziwiać obrazy namalowane przez płk Mariana Zacha, potem było ich jeszcze wiele. Hubal często odwiedzał Poświętne. Podczas dość częstych, jak na warunki wojenne, odwiedzin, konie zostawiane były za stodołą. Doglądał ich również 11 – letni Marian. A skoro była okazja, to wchodził na płot i dosiadał rumaki, w tym pełnokrwistego Demona. Wszystkim, którzy widzieli film o majorze, wyreżyserowany przez Bogdana Porębę, z rolą Ryszarda Filipskiego, pamiętają pewnie kapitalną scenę, kiedy to oddział Hubala w szyku zwartym przybywa na pasterkę. Młody Marian Zach podczas tego nabożeństwa służył do mszy w bazylice Matki Boskiej Świętorodzinnej. Dobrze również pamięta wydarzenia, które miały miejscy 30 kwietnia 1940 roku i w dni następne. Ciało majora przywiezione zostało do Poświętnego. Tutaj robiono sobie zdjęcia przy zwłokach szalonego majora. W tym to najsłynniejsze, przedstawiające Niemca, które podnosi głowę leżącego na kożuchu Hubala. Pozuje na nim żołnierz Wehrmachtu. Po wojnie został zidentyfikowany. Kpr. Gustaw Kupsch wojnę przeżył, mieszkał koło Cottbus w byłej NRD. Niestety, kiedy do niego dotarli, ci którzy chcą ustalić miejsce pochówku majora było za późno. Już nie żył. Nie od razu po wojnie Marian Zach zaczął dbać o pamięć o Hubalu. Najpierw trzeba było myśleć o żywych, o sobie. Skończył szkoły, zrobił tzw. małą maturę. Trafił do wojska. Skierowany został na szkolenie do Ośrodka Szkoleniowego WOP w Kętrzynie, potem do Legionowa, znowu do Kętrzyna. Pierwsza praca to placówka WOP we Fromborku, potem Braniewo. Kilka kursów, kilka kolejnych placówek, wreszcie został zastępcą dowódcy jednostki w Cieszynie, gdzie służył do czasu odejścia z wojska. Już jako emeryt wojskowy wrócił do Poświętnego. Przez pewien czas pracował w Gromadzkiej Radzie Narodowej. Wreszcie miał czas i możliwości zając się tym, o czym marzył od dawna? kolekcjonowaniem militariów i utrwalaniem pamięci o majorze Hubalu. Miejsce śmierci Hubala było oznaczone. Zadbano o to jeszcze w czasie wojny, praktycznie zaraz po owej nieszczęsnej potyczce. W Anielinie, w miejscu ostatniej potyczki położono kamień, jakich pełno po lasach, na polach. Jakby to dziś śmiesznie nie zabrzmiało, to pierwszy o oznakowanie tego miejsca zadbał w 1964 roku poseł ziemi świętokrzyskiej, ówczesny wiceminister, a potem minister spraw wewnętrznych, Mieczysław Moczar i z jego inicjatywy postawiono w miejscu śmierci Hubala pierwszy, bardzo skromny, obelisk. W połowie lat 60., do Anielina zawitali pierwsi harcerze. Biwak zorganizował hufiec z Grodziska, skąd harcerze nadal przyjeżdżają na uroczystości na szańcu w Anielinie. Zresztą z Tego hufca przyjeżdżają nadal. To oni w latach 60. wygrzebali końskie kości i powstała legenda, że to Demon. W miejscu zwanym szańcem majora Hubala co roku coś przybywało. A to duży obelisk, a to ogrodzenie. Ostateczny, dzisiejszy wygląd szaniec zawdzięcza plastykowi z Łodzi Wiesławowi Śniadeckiemu i inżynierowi z Kielc ? Markowi Markowskiemu. Czas nieubłaganie robi swoje. W miarę jak ubywa hubalczyków rośnie legenda samego majora. Dwa marzenia płk Marian Zach spełniły się. Pierwsze to postawienie w leśniczówce w Ceteniu obelisku, podobnego do tych w Karolniowie i w Bielawach w których przebywał Henryk Dobrzański. Zachowała się jeszcze oryginalna zabudowa leśniczówki. Drugim marzeniem jest postawienie przy szańcu, obok obelisku, pomnika, gotowej rzeźby przestawiającej stojącego pierwszego partyzanta Rzeczypospolitej. Jej autorem jest mgr inż. arch. Marian Siembiot z Krakowa. Jednak koszt rzeźby znacznie przekracza możliwości całego środowiska hubalczyków. Płk Marian Zach, nie tracąc nadziei na urzeczywistnienie swoich planów, jak na razie kontynuuje swoją drugą pasję – kolekcjonowanie wszystkiego co się wiąże z wojskiem okresu międzywojnia i II wojny światowej. Kolekcja, którą już zebrał jest zaiste imponująca. Odznaki wszystkich pułków polskiej jazdy, wszystkich pułków piechoty, lotnictwa, korpusów WOP. Brakuje jedynie kilka odznak pułków artylerii. Bardzo bogaty zbiór orderów i odznaczeń wojskowych, polskich i obcych. Piękna kolekcja szabel i bagnetów, praktycznie wszystkich państw europejskich i nie tylko. Spory zbiór elementów końskich rzędów. Wydawać by się mogło, że to jedynie złom. Może i tak, nie ma tam cennych kruszców, ale kolekcjonerzy potrafią docenić wartość zbioru. Teraz ma jeszcze jedną pasję. Stowarzyszenie Ułanów im. Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego im. majora Hubala, którego jest wiceprezesem. Płk Marian Zach, mimo "pięknego wieku", w końcu 86 lat, nadal jest bardzo aktywny. W swoim domu przyjmuje wycieczki, nie tylko młodzieży szkolnej. Aktywnie uczestniczy w życiu gminy, stara się być obecnym na uroczystościach rocznicowych w powiecie. Jakby doskonale wiedział, że najgorsze co mógłby zrobić, to dać sobie spocznij.

„100 LAT DOSTOJNY JUBILACIE!!!”

Aktualności

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • PRACOWITY TYDZIEŃ W LIPINACH »

    W środę zaś odbyły się zajęcia z tematyki jeździectwa, zaczyna się bowiem wiosenna sesja nauki jazdy konnej. Zajęcia przypominające teoretyczne zasady z zakresu jazdy konnej przeprowadził instruktor nauki jazdy konnej, a także ułan ze Stowarzyszenia Ułanów im. Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego mjr. Hubala – Pan Mirosław Kowalski.W czwartek kolejne zajęcia praktyczne II rocznika na terenie kompleksu w Lipinach z zakresu programu pilotażowego MON z taktyki, terenoznawstwa i walki wręcz. Zajęcia prowadzili instruktorzy – żołnierze z 25 Batalionu Dowodzenia 25 Brygady Kawalerii Powietrznej z Tomaszowa Mazowieckiego.

  • OBÓZ SZKOLENIOWY III ROCZNIKA »

    W dniach 22 – 26 października 2018r. kadeci najstarszego rocznika przebywali na terenie 25 Batalionu Dowodzenia w Tomaszowie Mazowieckim, gdzie odbyły się pięciodniowy obóz szkoleniowy wg programu pilotażowego MON. Kadeci zakwaterowani byli na terenie jednego z pododdziałów tej jednostki wojskowej i żywili się w stołówce 25 Brygady Kawalerii Powietrznej. Zajęcia szkoleniowe odbywały się codziennie w godz. 8.00 – 18.00 z przerwą obiadową w godz. 14.00 – 15.00 i w oparciu o bazę i urządzenia szkoleniowe 25 Brygady Kawalerii Powietrznej. Instruktorami byli wyznaczeni i wydelegowani przez dowódcę żołnierze pododdziałów 25 Batalionu Dowodzenia. Wszystkie zajęcia były zajęciami praktycznymi z zakresu szkoleń m.in. inżynieryjno – saperskiego, strzeleckiego, taktycznego, rozpoznania wojskowego, medycznego, obrony przed bronią masowego rażenia, obrony przeciwlotniczej, terenoznawstwa, łączności. Instruktorzy w znakomity sposób przekazywali kadetom wiedzę i umiejętności w zakresie prowadzenia działań bojowych, zachowania się na polu walki, umiejętności współdziałania i przekazywania sygnałów i informacji na polu walki.

  • PODRÓŻ WOJSKOWO – GEOGRAFICZNA NA WARMIĘ I MAZURY »

    Klasy pierwsze - zarówno cywile jak i kadeci – odwiedziły ziemie dawnych Prus Wschodnich. Za cel podróżowania obraliśmy Kętrzyn, a tam zarówno szkołę Straży Granicznej jak i Warmińsko – Mazurski Oddział tej formacji. Zwiedzaliśmy szkołę i strzelnicę SG, obserwowaliśmy pokazy z psem i trochę „poszaleliśmy" na sali sportowej przygotowanej do zajęć funkcjonariuszy. Zachwycił nas ten obiekt. Potem Wilczy Szaniec i pohitlerowskie bunkry z czasów II wojny światowej. Ogrom budowli zadziwiał, ale położenie wśród drzew tych monstrualnych bloków skalnych wywoływało dziecięce odruchy wspinania się i zdobywania. Jak to powiedział jeden z uczniów – tutaj jest jak na placu zabaw !!! W mocno napiętym planie była jeszcze wizyta w Świętej Lipce i wysłuchanie i chyba trzeba też powiedzieć „oglądanie” koncertu organowego, wszak figury umieszczone na przepięknych organach poruszają się wraz z dźwiękami muzyki.Następnego dnia lotnisko Szymany - genialnie zaprojektowane i dzięki uprzejmości znajomych oglądane trochę z drugiej strony. Potem Gietrzwałd - sanktuarium i źródełko i na końcu Grunwald – tutaj na bitwę się spóźniliśmy, Jagiełło rozstrzygnął ją bez naszego udziału…, szkoda, bo niektórzy biegli by choć na końcówkę zdążyć :) Ale może jeszcze gdzieś się przydamy, wszak jako szkoła wojskowa, szkolimy się do rozstrzygania spraw trudnych, oby jednak jak najczęściej pokojowo. Na koniec trzeba jeszcze napisać o naszym punkcie wypadowym – nocowaliśmy i stołowaliśmy się w przepięknej miejscowości wśród lasów, gdzie zasięg był niemal identyczny jak w Lipinach, czyli raczej go nie było. Było za to wszystko inne – konie, jezioro, łabędzie, żurawie, przepiękne zachody słońca i stół uginający się od dobrych mazurskich produktów. W Sasku Małym gościli nas rodzice naszego tragicznie zmarłego 2 lata temu starszego kolegi – Państwo Ewa i Tadeusz Piórkowscy. Filipa też … odwiedziliśmy.

  • PIKNIK W RADOMIU »

    Na terenie Muzeum Wsi Radomskiej kolejny rok z rzędu zorganizowany został piknik, który rozpoczyna tzw. tydzień kariery. Do prezentacji własnej oferty zaproszone zostały radomskie szkoły średnie i – choć nie jesteśmy z Radomia – znaleźliśmy tam miejsce. Trzeba przyznać, że zagospodarowaliśmy plac między stoiskami najskuteczniej ze Wszystkich. Jak zawsze błyszczeliśmy umiejętnościami związanymi z musztrą. A nasz pokaz z zapałem filmowany był przez wielu. Na nierównej nawierzchni – wszak to polana - trzeba było wykazać się sprawnością i dyscypliną. I tak też było.  Nie mniej widowiskowa i zajmująca cała przestrzeń była symulacja grupy taktycznej – kontakt z wrogiem, huk petard, „ujadanie" karabinów i dymy tym razem zielone, dodały krasy całości. Do tego pokaz sprzętu i odpowiadanie na pytania typu – „czy miotacze ognia są dziś stosowane na polu walki?”Próbowaliśmy, też pokazać, że klasa wojskowa, to nie tylko strzelanie i rytm na placu defiladowym, dlatego stworzyliśmy krąg żołnierskich piosenek. Gitara ściągała także naszych konkurentów – uczniów innych szkół i tak bawiliśmy się wszyscy. Do tego grochówka i szarlotka i było obok nas naprawdę tłoczno. Całość dedykowana była gimnazjalistom i to oni odwiedzali poszczególne stoiska, zdobywając informacje o prezentujących się tam szkołach.Zapraszamy do nas – kolejne pokazy naszej bazy i umiejętności w najbliższy czwartek – 26 kwietnia. Potem dostępni jesteśmy na stronie internetowej i w realu, wszak codziennie jesteśmy w Lipinach! Za miesiąc, czyli 26 maja br. spotykamy się na egzaminach sprawnościowych!!!